-

Święta Maryjko.
Teina, kofeina, teina, kofeina. Allnighter.
-

Potrzebuję planu. Jeszcze lepiej - listy kroków. Najbliższe tygodnie nie dają nadziei na wystarczającą ilość snu. Co zrobić, gdy materiał do opanowania zalewa mnie z każdego skoroszytu a ja nie mam sił na utrzymanie pleców pionowo? (Tumblr, widząc znak zapytania, pyta czy zezwolić na odpowiedzi innych. Miły niuans.)
Bardziej martwi mnie jednak, że chciałbym mieć co tydzień kilkanaście książek do przeczytania. Dyskutować. Studiować dla wiedzy. Martwi, bo to niemożliwe. Dziwne, podobno jestem na studiach. Trudno jednak o elementarne uniwersyteckie cechy, gdy uczelnia jest kolejną z korporacji uwłaczających inteligencji i wrażliwości.
-

Ponowne pisanie matury to dosyć dziwne uczucie. Powrót do Plater, w innym celu niż przechadzka korytarzem jest jeszcze ciekawszym doświadczeniem. Czułem się wyobcowany, odcięty. Czułem się inny. Czułem się tak, jak na pewno czuje się przesiąknięty zgnilizną konsumpcji utracjusz proszący w popegeerowskim sklepie o bezglutenowe mleko i Gazetę Wyborczą. Jak zewnętrzny obserwator, nietypowa obserwacja w próbie. Ten lokal jest mały i już dawno z niego wyrosłem. Utylitaryzm, którym się kierowaliśmy ma dać ugrofinistykę. Tylko tyle, nie oczekuję niczego więcej. A wiem, że się uda, znam się, jestem profesjonalistą nie tylko w wyznaczaniu najlepszych połączeń z Dzierzby na Wolę. Oczekiwanie na wyniki nie może być wielką traumą, szkoda na nią czasu, biorąc pod uwagę, że zadanie wykonaliśmy. Doskonale pamiętam, że gdy wyszedłem z matematyki 2 lata temu, miałem ochotę zasalutować sam sobie i złożyć na własne ręce gratulacje. Teraz jestem dumny podwójnie, za nas oboje, dlatego nie pozwalam Ci się martwić. Przynajmniej do ogłoszenia wyników rekrutacji, wtedy już sama będziesz wiedziała dlaczego.
-

Dziś kolejny z przespanych dni. Dzierzby stała się ośrodkiem dekadencji. Polskie powietrze jest przesiąknięte bylejakością a ja boję się zderzenia z ogłupioną masą konserwatywno-liberalnych socjalistów. Bezsilność wydaje się najbardziej trafnym określeniem stanu, w którym znajduję się od dłuższego czasu. Bezsilność wobec swojego statusu materialnego, wobec rodziców, wobec mojego życia, które stało się autonomicznym bytem i informuje mnie co jakiś czas o swoich planach. Tak mało Mateusza w Mateuszu nie było już dawno. Często łapię się na tym, że nie poznaję się w odbiciu w szybie wagoniku metra. Nie zmienia to faktu, że nieustannie się sobie podobam - po prostu się nie poznaję. Z tyłu głowy pojawia się podpowiedź, że na tym polega wartościowe życie, na którym mi zależy. Na odrzuceniu mydlanooperowej bańki, która w moim przypadku dawno pękła, odcięciu się od niedojrzałych, romantycznych wyobrażeń o sobie jako jednostce wybitnej. Może aby osiągnąć wartość, trzeba kolekcjonować kolejne funkcje. Czuję się tak ostatnio. Bardzo mało Mateusza, mnóstwo wyzwań. Być może całe dzieciństwo oszukiwałem się, być może to wszystko, na czym mi zależało nie ma żadnego znaczenia. Za dużo we mnie liberała, wszystko widzę przez rozkład Gaussa.
-

Dziwnie czuję się, myśląc o maturze. To dobra okazja, żeby skontrolować, jak realizuję plany z Plater. To przecież już 2 lata. 2 lata życia, i znowu matura. Co zrobiłem z tym czasem? Bałbym się podliczać.
Brakuje mi wsparcia dziadków. Tego, co miałem co rano w Plater. Teraz w dni, które polegają na wyjściu na uczelnie i powrotu na Dzierzby nie mam ochoty wstawać z łóżka. 2 lata temu jeździłem na Kolejową jak po nowe siły, w ciągłej konfrontacji na każdym polu z rodzicami. Teraz ciągle nie mogę się odnaleźć po kolejnych razach w postaci ich poglądów.
Jestem takim mocnym grafomanem, że wstyd mi. Wstyd czytać notki.
-
Tragedia.
-
Ciężko jest studiować na SGGW. Ciężko jest studiować w czasach tabloidyzacji/scripteddokumentaizacji i ich pochodnych. Wszystko dookoła jest bezwartościowe, te ich studia i kserowany wysiłek. Nic nie jest porządne, rządzi taniość. Trudno poradzić sobie w takich okolicznościach prawdziwym Kotom. Trudno mi sobie wyobrazić co by było, gdybyśmy nie mogli na siebie liczyć. Ta tandeta wyżera mózg, spłaszcza. Nie powinno tak być, mamy do czynienia z chorą sytuacją. Ale i tak wygramy, bo zobacz, jak wiele razy wygrywaliśmy. Zawsze nam się udawało, widać było naszą wartość, naszą prawdziwość. To, że jesteśmy najlepsi, najlepsi razem! Ze wszystkim możemy sobie poradzić, bo mamy to, co najważniejsze, najbardziej wartościowe. Wierzę w nas bardzo mocno i jestem szczęśliwy, że konsekwentnie dążymy do sukcesu. Nasze plany są najwspanialsze, i nie ma takiej możliwości, żebyśmy ich nie zrealizowali. Robaki będą tylko patrzeć i pękać z zazdrości, tkwiąc w swoim nicnierobieniu i życiowej bezradności. Zostaną ze swoim biedronkoluksusem i pożywką intelektualną z niedzielnej popołudniowej (pokościelnej) propozycji TVP1. Małe robaki nie wiedzą nic o ambitnym życiu, dlatego nie warto się nimi zajmować.
Musimy jedynie trzymać się naszych planów, rozwijać i zobaczysz, jak spełnią się nasze marzenia!
-

Taktak, takie biedronki jak dziś są najwspanialsze. Są niewiarygodnie ważne, czuję się na nich świetnie. Dzięki Tobie! Znów nie mogę się doczekać, strasznie tęsknię. Jesteśmy najlepszymi Kotami świata ever. Nawet te okropne słońce nie było w stanie zepsuć mi humoru, odkąd się spotkaliśmy. Nie wiesz, jak dobrze jest mieć Ciebie, i jak chciałbym spędzać z Tobą każdą chwilę. Zróbmy już osiemnastą ;<
-

Jest bardzo dużo rzeczy do roboty i trzeba jakoś zabrać się za wszystko. Nie mogę zacząć przepisywania notatek, nie wiem jak pokonać prokrastynację. W zasadzie to wszystko przez jakieś natrętne myśli, dziwną świadomość, że jeśli przestanę myśleć o tym, jak nienawidzę mało ambitnych ludzi, jak chcę być od nich o wiele lepszy i jak mały poziom reprezentują, to o tym zapomnę i nie będę ambitny. Głupi Mateusz. Głupie natręctwa.
Ale czuję, że już zaraz się zmuszę do przepisywania i dzisiaj uda mi się to skończyć. Muszę. To ciężki tydzień, ciągle coś, ale w zasadzie się cieszę. Lubię mieć dużo zajęć. Tylko skąd wziąć siły na to wszystko?
Zawsze biedronki dają mi milion motywacji. Potrzebuję biedronki. Potrzebuję naszego kociego życia i chodzenia wszędzie. Tęsknię.
-

SGGW to największy błąd w moim życiu. Nie wiem, jak mogłem się tak pomylić. I bardzo mi Ciebie brakuje, czegoś takiego jak w Plater.
Ciągłe zwierzęce śmiechy i żenujący poziom żartów. Upomnienia ze strony prowadzących. Brak zainteresowań i prostota w jak najbardziej negatywnym tego słowa znaczeniu. Prostaczki. Bieda intelektualna i ogłupienie. Same plakaty z ogłoszeniami na mojej uczelni są rozczulająco beznadziejne. Wołają o litość z tych ścian, wszelkie koncerty disco-polo, piwa za 2 złote, i jakieś rekolekcje dla bezdomnych. Gazety typu “dobre nowiny” uczące jak bardzo upodloną kobietą trzeba być, żeby być dobrą kobietą. Właściwie będąc sprowadzoną do roli brzucha dla dziecka kobieta powinna być szczęśliwa, i tak na pewno jest. Wszelkie Sieci, URze i tego typu pisemka. Kiedyś irytowało mnie “Gospodarstwa Wiejskiego”. Ale ostatnio zauważam, że “Szkołą Główna” będąc idealną nazwą tego ośrodka też silnie mnie wzburza. Szkółka dla uczniaków. Brakuje dzwonków na przerwy i chyba tylko tyle. Banda niedorozwiniętych wsioków przyjechała pouczyć się matematyki, bo podobno za to płacą.
Zdziwią się, tylko tym się karmię.